Dudek o podwójnej interwencji w finale Ligi Mistrzów: "Krzyknąłem wtedy, Co dalej, kur...?”

Jerzy Dudek Andriy Shevchenko

Polski bramkarz wspomina legendarny moment z finału w Stambule

Jerzy Dudek wrócił pamięcią do legendarnej akcji z finału Ligi Mistrzów 2005 roku, kiedy to w meczu Liverpool – Milan (3:3, k. 3:2) obronił dwa strzały Andrija Szewczenki w odstępie kilku sekund.

Było 3:3, ale do końca było jeszcze daleko. Musiałem zachować koncentrację. W dogrywce po dośrodkowaniu padł strzał głową, a piłka leciała w moim kierunku. Myślałem, że uderzał Jon Dahl Tomasson. Udało mi się odbić ten strzał, upadłem na ziemię, a wtedy piłkarz Milanu próbował dobić. Pomyślałem: idealna sytuacja na dobicie – wspominał Dudek.

Starałem się zablokować jak najwięcej przestrzeni, podniosłem rękę i liczyłem na cud. Gdyby Szewczenko spróbował przelobować mnie albo skierować piłkę w inną stronę, nie miałbym żadnych szans. Dopiero po meczu zrozumiałem, dlaczego uderzył z taką siłą – był wkurzony po mojej pierwszej interwencji.

Pierwszy strzał głową oddał właśnie Szewczenko, a nie Tomasson. Po tej paradzie wstałem i krzyknąłem: 'Co dalej, kur...?' (śmiech). Zżerało mnie rozczarowanie: brak gry na początku sezonu, plotki o nowym bramkarzu w Liverpoolu. Riiise podbiegł i pocałował mnie w policzek.

Po tej interwencji byłem w transie. Powtarzałem sobie: 'Czekałeś na ten moment całe życie, więc teraz go nie spieprz!' – zakończył Dudek.

Legenda finału w Stambule wciąż inspiruje kibiców i przypomina o niesamowitych historiach, które tworzy futbol.

Komentarze 1

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze
Reklama 18+